Współczesna wędrówka ludów. Kto nią rozgrywa?

 

Do kogo należy dzisiejsza wędrówka ludów? Kto nią rozgrywa?

Powiedzenie, że to wojna hybrydowa Chin i Rosji przeciwko światowi Zachodniemu jest truizmem. Tak samo jak stwierdzenie, że działania człowieka wpływają na klimat.
W sumie, już tyle ścieku informacyjnego w tym temacie spłynęło, że dodawanie kolejnej strużki moich umysłowych wypocin staje się niemalże nieetyczne i niemoralne myśląc o potencjalnym czytelniku tego posta.
 
Jednakże tej akurat refleksji (lub jej podobnej), urodzonej w mojej głowie, już na samym początku tego co nazywamy kryzysem migracyjnym, nie dostrzegałem zbyt często lub prawie w ogóle (pomijając ważną publikację „Exposing the Liberal Paradox” od Heinrich Böll Stiftung). 
 
 
Dlatego zdecydowałem się napisać parę słów.
Parę słów o wykorzystywaniu ludzi przez neoliberalne elity, które absolutnie straciliśmy w tym wszystkim z pola widzenia. No może poza populistami z prawej strony sceny politycznej, którzy winią te elity nawet za brodawki na nosie babci.
I nie, to nie jest tekst o „spisku elit”. 
Bo nie ma nic spiskowego w sytuacji, kiedy na poziomie jednostki zaczynając i na poziomie państw i korporacji kończąc staramy się co najmniej utrzymać stan własnego posiadania a docelowo go poprawić. 
 
Jak wiemy liberalne i doczepione jak pijawki do ustroju neoliberalnego pseudolewicowe i tym bardziej prawicowo-populistyczne twory Europy Zachodniej bardzo lubią w rzeczywistości (nie zawsze ujawnionej w pierwszym kontakcie) cedować wszystkie ważne czy raczej krytyczne z punktu widzenia funkcjonowania państw tematy na „dialog” między korporacjami i jednostkami, pośrednicząc tylko za pomocą ustaw między tymi dwiema stronami i będąc regulatorami tego pożal się boże „dialogu”.
Dzieje się tak ze służbą zdrowia (w stanie złym lub niemalże – o ironio – agonalnym, nie tylko w Polsce ale w całej Europie), z edukacją (żeby chociażby wspomnieć słowa amerykańskiego komika Georga Carlina: They don’t want a population of citizens capable of critical thinking… They want obedient workers, just smart enough to run the machines and do paperwork, and just dumb enough to passively accept [Nie chcą społeczeństwa obywateli zdolnych do krytycznego myślenia… Chcą posłusznych pracowników, wystarczająco bystrych, by obsługiwać maszyny i wykonywać papierkową robotę, i wystarczająco głupich, by biernie akceptować…], z kulturą, sportem i właściwie każdym aspektem życia. 
 
Tymczasem korporacje, oligarchowie świata zachodniego do perfekcji opanowali ukrywanie swoich interesów w rządowych agencjach, fundacjach, czy wręcz prawotwórstwie i całym dialogu polityczno-ekonomiczno-społecznym. 
 
Dzisiaj, chyba li tylko lęk przed utratą władzy przez partie sprawia, że mamy mizerne państwowe systemy edukacji i zdrowia, tak właściwie tylko po to, żeby nikt (z obywateli) , zachowując dynamikę tych zjawisk z góry przepraszam za słownictwo, się nie przypieprzył.
 
I tak jak komunizm w samych założeniach i już na starcie był porażką tak samo jest nią liberalizm – istniejący dzisiaj już tylko dla tych, którzy obiektywnie nie mają wiele do zyskania ale bardzo dużo do stracenia. 
 

Ale co to wszystko ma wspólnego z tematem migracji?

 
W 2015 roku, gdy kryzys osiągnął swoje apogeum Angela Merkel powiedziała słynne: Wenn Europa in der Flüchtlingsfrage versagt, ist das nicht das Europa, das wir uns wünschen. [Jeśli Europa zawiedzie w sprawie uchodźców, nie będzie to Europa, jakiej pragniemy]. Pomijam tutaj z litości inny jednozdaniowy slogan, który stał się wręcz memem niemieckiej i światowej polityki. 
Martin Schulz w PE dorzucał, że Europa musi ponieść odpowiedzialność za swoje działania w przeszłości (ach ta krwiożercza Mołdawia i Macedonia Północna, nie wspominając nawet o krwawych reżimach bałtyckich w Dalekiej Azji!).
I tak świat Zachodniej poskomunistycznej, hippisowskiej lewicy przyjął narrację winy i humanitaryzmu.
Europejscy technokraci mówili o „relokacjach”, „mechanizmach obowiązkowej solidarności itp.” Z łatwością łyknęły to środowiska – wręcz ciężko mi się to pisze – intelektualistów – z chociażby Niemiec, Szwecji i właśnie liberalnych elit UE – do których to środowisk wrócę później.
 
Krytyczne głosy fachowców: etnologów, antropologów kulturowych, socjologów, religioznawców czy analityków nawet z bliskich tych elitom środowisk były marginalizowane jako populistyczne, ksenofobiczne albo zwyczajnie skrajne. 
 
Jako przykłady warto wspomnieć chociażby raport European Stability Initiative – proponujący model zewnętrznego przetwarzania wniosków azylowych i pomocy potrzebującym tak blisko ich "domów" jak to możliwe, bądź działania Chatam House, który wprost przestrzegał przed twardym kursem rządzących Europą środowisk, który może wzmocnić – finalnie tak się właśnie stało – skrajną prawicę i podważyć skuteczność EU.
 
I tak się właśnie stało. Ostatecznie to ten ostatni głos - populistycznej prawicy stał się najbardziej słyszalny – z ambon populistycznych  proroków nowej ery, realizujących mniej lub bardziej świadomie chińską i rosyjską doktrynę rozbicia europejskiej, jaki tej lokalnej (wewnątrzkrajowej) stabilności. Zaliczają się do nich partie pokroju polskiej Konfederacji i części PiSu czy PSLu, Alternatywy dla Niemiec, Frontu Narodowego we Francji czy UKIPu w UK. Ci, wyżej wymienieni natychmiast zaczęli obrzydliwą kampanię oczerniania, dehumanizacji ludzi z innych krajów i kontynentów a przez to budowania alternatywnych wobec własnych państw struktur opartych na buncie i niezadowoleniu społecznym. Absolutnie nie wnosząc  do dyskursu na temat migracji zupełnie nic poza destrukcją. Dlatego całą tę narrację, dla mojej wygody i spokoju ducha na potrzeby tego co będę pisał dalej zwyczajnie pominę.
 
I może populistów było słychać głośno ale zwyciężył mariaż zimnokrwistych oligarcho-liberalnych elit z uśmiechniętopolakami, czy w większej skali uśmiechniętoeuropejczykami. Przewrażliwionymi i infantylizującymi de facto zjawisko migracji i uchodźstwa.

Dlaczego tak sądzę?

Tak jak napisałem na wstępie – te środowiska mają stosunkowo niewiele do zyskania ale bardzo dużo do stracenia. Co więcej oni żyją na tych samych terytoriach ale w zupełnie innych światach niż obywatele ich własnych krajów. I o te „światy” czyli o zachowanie status quo będą walczyć. 
 
Ludność ich krajów, dobrze wykształcona, żyjąca na coraz wyższym poziomie i samoświadoma na poziomie polityczno-ekonomicznym to dla nich zagrożenie. Najzwyczajniej w świecie jest to konkurencja do walki o kawałki tortu (Jakiego? Dowolnego w tym aspekcie – czy będzie to władza, wpływy, bogactwo, elitarność – wszystko jedno). 
 
Sobie i swoim dzieciom zapewnili już co najmniej dobry byt. Nie chcą żeby ktokolwiek zmniejszał potencjalną pulę zasobów do których mogą mieć zasięg. Tutaj spotykają się ich interesy z systemami korporacyjnymi i państwowymi. 
 
Europejska niższa i środkowa klasa średnia chce wyższych zarobków i chce lepszego życia. Jest roszczeniowa! Tymczasem głównym sponsorom systemów politycznych – korporacjom i oligarchom – kolejny truizm – jest to nie w smak. 
 
Lekarstwem na to stają się, wracając do Carlina z początku, zagłodzone, głupie, nierozumiejące co się dzieje dookoła nich masy. Takie źródło, z wysokości swoich ośrodków analitycznych i majestatu władzy znaleźli w Afryce czy na Bliskim Wschodzie. 

A ewentualne niezadowolenie, konflikty na tle kulturowym, religijnym czy rasowym? 
 
Nie będą ich problemem, będą problemem tych resztkówek tubylczej klasy średniej.
 
Jednakże tak jak wspomniałem, oni z tymi ludźmi i tymi problemami nigdy nie będą mieli kontaktu bo żyją w innych, równoległych światach. W swoim wyrachowaniu wiedzą, że dla nowo przybyłych jakikolwiek system zdrowotny, jakakolwiek edukacja, jakikolwiek system socjalny to już sukces. Nie trzeba nic zmieniać!
 
Środowiska lewacko-liberalne, jak ślepa awangarda elit, jak berserkowie, zapominając o tym w czyim interesie jest masowa migracja do Europy infantylizowały problem dużej niezgodności kulturowej, społecznej i obyczajowej nowo przybyłych, stawiających na pierwszym miejscu klan, religię oraz tradycję w odróżnieniu od „naszego” indywidualizmu wypracowanego jako kompromis przez największe umysły świata po setkach lat wojen domowych i religijnych w Europie. 
Umniejszali oni ilość potrzebnych środków, żeby tych ludzi nie tyle nawet integrować co chociażby tylko wprowadzić do naszych społeczeństw, redukując temat integracji do absurdu (kawiarenki językowe dla obcokrajowców, czy dni kuchni z kraju X lub Y, na które przychodzi kilkanaście osób licząc z czterema osobami organizującymi, nadal mają się dobrze chociażby w Niemczech).

Tymczasem dla państw i korporacji to sukces. Elity państwowe narcystycznie klepią się nawzajem po plecach, po heroicznym akcie humanitarnego poprawienia losu tych biednych ludzi i rozwiązując problemy za których rozwiązanie i tak nie chcieli się nawet zabrać. Korporacje natomiast działają jak na tym sławnym polskim memie z wąsatym szefem firmy: „Panie Tomeczku, jaka podwyżka?! Mamy na pana miejsce 10 przybyszy z kilku różnych krajów.” Finalnie, miejscowym żyje się coraz gorzej a nowo przybyli wcześniej czy później z różnych powodów stają się nieszczęśliwi a to jak pokazują statystki służb mundurowych z różnych krajów oznacza czasami poważne problemy dla nich samych i dla otoczenia. 
Niestety, i powtórzę to kolejny raz: to nie jest problem dla elit bo ich już nie ma w tym świecie, tutaj opisywanym.


Spójrzmy na inne zjawisko i weźmy sobie na tapet Niemcy i Francję oraz ich starzejące się społeczeństwa.

W 2050 roku sytuacja będzie wyglądać następująco (dane dla Niemiec breugel.org, bundesbank.de, dsv-europa.de. Dla Francji, lemonde.fr, allianz.org, researchage.net, fitchratings.com).
 
 
Niemcy:
Odsetek ≥ 65 lat (2050) - 49,8%
Emerytów jako % pracujących (support ratio) - 1:2 (ok. 2 pracujących na 1 emeryta)
Wydatki emerytalne (% PKB) - ~11–11,5 % PKB (~25–33 % wydatków federalnych)
Wskaźnik zastąpienia dochodu 48 % (założone)
 
Francja:
Odsetek ≥ 65 lat (2050) - 25-26%
Emerytów jako % pracujących (support ratio) - ok. 1,4 pracujących na 1 emeryta
Wydatki emerytalne (% PKB) - 14 15,5 % PKB
Wskaźnik zastąpienia dochodu ≈ 73–74 % od kwoty nett.
 
Dzisiaj już tajemnicą poliszynela jest to, że systemy państwowe obydwu europejskich potęg twierdzą, że tylko migracja może poprawić te, podane wyżej prognozy. 
Jednocześnie w swoim umysłowym lenistwie dochodzą do konkluzji, że właściwie nie muszą się troszczyć już o nic więcej. 
 
W jakichkolwiek debatach mainstreamu na pytanie co z systemem emerytalnym w przyszłości rzuca się: „tylko migranci mogą nas uratować”. Temat zamknięty, możemy się rozejść. 
 
I tak oto jedynymi którzy zyskują na nowej wędrówce ludów są elity – posiadacze wpływu i pieniądza.
 
Syryjczycy, Erytrejczycy, Somalijczycy, migranci z Afryki stają się ofiarami. To oni pierwsi poczują, gdy ich sąsiedzi znajdą sobie w nich kozła ofiarnego swojej żałosnej pozycji. 
 
To oni staną się ofiarą gdy w kasach firm, koncernów i państw pojawi się potrzeba kumulacji kapitału i finalnie systemy państwowe „uprzejmie poproszą” migrantów rękami wojska policji i służby migracyjnej  o „dziękuję” za pomoc jakiej im udzielali. 
 
Drugą ofiarą są i będą zwykli Niemcy, Francuzi, Hiszpanie, Włosi, Polacy, Anglicy itd. itd. bo w sumie już dzisiaj widzimy, że w modzie jest refleksja, że po co się o nas troszczyć skoro przestaliśmy się rozmnażać. I staniemy się  tylko nieco obrzydliwymi przypadkami różnego rodzaju przypadłości geriatrycznych. 
 
I kolejny raz zaznaczę czytelnikowi, który do tego miejsca dotarł, brzydzę się populistyczną prawicą! Co więcej uważam, że finalnie wpisuje się ona idealnie w ten model elit o których tutaj mówię (czymże jest państwo minimum proponowane przez polską Konfederację, albo zlikwidowanie podatków dla „prawdziwych” Polaków przez kreaturę polityczną Brauna jeśli nie właśnie rzuceniem obywateli na pożarcie koncernom)!? A to, że akurat są teraz wrodzy migracji jest niczym innym jak skutecznym (jak to u populistów) słuchaniem lęków zwykłych ludzi. 
 
I tak oto jedynymi którzy zyskują ekonomicznie i społecznie na nowej wędrówce ludów są elity – posiadacze wpływu i pieniądza.
 
A strategicznie -  grając na krótkowzroczności i konformizmie europejskich elit mogą wygrać w tej sytuacji Chiny i Rosja, skutecznie unikające odpowiedzialności za jeszcze bardziej krwawy i bezlitosny neokolonializm wszędzie tam skąd wycofała się Europa. 
 
Ale to już temat na zupełnie innego posta.  

Komentarze